Być może każdy ma swoją drogę, ale moja wyglądała tak.
Technika jest prosta – wymaga tylko praktykowania.
1. Przełomem była perspektywa, że mój umysł nie jest monolitem.
Są tam różne głosy, tworzące myśli. Uczucie wstydu, szczęścia, krytyka, pochwała – to nie zdarzenia zewnętrzne, tylko głos w środku.
2. Słysząc głos (swoje myśli w danej chwili) – uświadamiam sobie ten fakt .
Jeśli zdarzenia dziejące się wokół mnie uruchamiają głos, który mnie krytykuje, to biorę oddech i uświadamiam sobie ten fakt.
3. Od tego miejsca mogę przyjąć każdą wybraną postawę – wybrać dowolny głos (dowolną myśl).
Jeśli wybiorę, że teraz oddaję głos osobowości wspierającej, kojącej, przyjacielskiej – ta krytyka znika. Im dłużej to praktykuję, tym szybciej dochodzi to przełączenia.
Stan hormonalny może wskazywać na depresję, ale w mojej głowie nie pojawiają się negatywne myśli, bo gdy tylko jakaś wskoczy, neurony wyłapują ten stan i wybieram:
– chcę dalej iść w kierunku mroku
– chcę otulić tą część i zająć się czymś dobrym
Uwaga:
Z tym mechanizmem jak dynamitem – trzeba uważać. Można wykorzystać, go do czynienia świata lepszym, rozwijania się.
Albo stania się wyszkoloną maszyną – jestem przekonany, że są jednostki pracujące się na tej metodzie (na pewno w syndromie strasu pourazowego – terapia IFS czerpie garściami).
Korzystajcie z głową i też bądźcie szczęśliwi.